Pamiętacie jak w ubiegłym roku zrobiłam dla Was instastory z łódzkiej Manufaktury, ale nie weszłam do Kors’a i ze smutkiem powiedziałam, że przestaję kochać tę markę? Dzisiaj nadszedł moment by przybliżyć Wam temat tego trudnego i długiego związku…

O to czemu:

Od poniedziałku 13.05 na internetowej stronie Lidla, będzie można kupić torebki marki MICHAEL KORS w okazyjnej cenie 799 zł. Chciałoby się krzyknąć:

SUPER! Ale…

Kors w Lidlu? Nie to żebym miała coś przeciwko Lidlowi – ba! To mój ulubiony dyskont spożywczy. Czy jednak kojarzy się Wam z prestiżem, markami premium i pewną unikatowością do jakiej tego typu firmy dążą? Nie sądzę.

Ekskluzywność produktu polega na jego ograniczonej dostępności. To właśnie ten mechanizm powoduje, że dana rzecz lub brand jest unikatowy, a klient jest w stanie zapłacić więcej. Wysoka cena, ograniczona sieć dystrybucji, listy oczekujących, brak obniżek – to podstawowe elementy strategii marek luksusowych. Michael Kors może nie aspirował do bycia drugim Chanel, ale zawsze plasował się wśród grupy sektora premium. Czy tak jest nadal?

Jak przestałam kochać Korsa?

Większość moich znajomych wie, że byłam kiedyś największą fanką Michael’a Kors’a. Zawsze chciałam być projektantem odzieży więc oglądałam wszystkie programy telewizyjne z tym związane. Jednym z nich był amerykański Project Runway, w którym jurorował Kors. Lubiłam jego charyzmę i podzielałam opinie. Doskonale znałam kolekcje – ich estetyka była mi bardzo bliska.

Zapisywałam na komputerze inspiracje, zdjęcia dziewczyn z całego Świata i reklamy, na których znajdowały się produkty marki. Na żywo „Korsa” widziałam wtedy RAZ – będąc w Warszawie- jedna ze znanych stylistek taszczyła torbę z kłódką MK pod pachą. Przepadłam…

Wreszcie, jakieś 7 lat temu nadszedł ten pamiętny moment. Studiowałam produkcję filmową i dziennikarstwo, a dodatkowo pracowałam przy konkursie dla Projektantów „Złota Nitka”. Obiecałam sobie, że za te „ekstra” dodatkowe pieniądze, kupię duży, „męski” zegarek od Korsa. Marzenie się spełniło i pojawił się on:

                                                 

Torebka była strzałem w 10, nosiłam ją non stop, pasowała mi do wszystkiego. W Polsce większość dziewczyn pytała skąd ją mam i przede wszystkim CO TO ZA MARKA. To może zobrazować Wam, jak mało popularną u nas firmą, był jeszcze kilka lat temu Michael Kors.

Później otworzył się pierwszy w Warszawie, flagowy sklep marki. Była pełna ekscytacja – Kors „na wyciągnięcie ręki”. Marka premium, ale jeszcze w takich cenach, na które wiele osób mogło sobie pozwolić. W mojej szafie wylądowały kolejne torby, buty czy okulary. Uwielbiałam dodatki Korsa, polowałam na przeceny na Zalando, Tk Maxx, cieszyłam się, że jego sklep wreszcie pojawi się w moim mieście. Aż nadszedł ten moment.

Kryzys w związku

W „Korsie” chodziła co druga dziewczyna na ulicy. Wszystkie miały te same zegarki i torebki. Wielgachne MK biło po oczach, szczególnie to niedokładnie pokryte złotem, na modelach, które nigdy nie powstały w fabrykach marki. Zaczął się podróbkowy raj, a nawet jeśli nie on, to wystarczyło dobrze poszukać by znaleźć oryginalne rzeczy Korsa za pół darmo.

Moja „kolekcja” zaczęła gwałtownie tracić na wartości. Nie tylko tej rynkowej – także, a może przede wszystkim w moich oczach. Czemu miałam kupować torebkę za 1500 zł, skoro za chwilę była dostępna za 1/3 ceny? A jeśli komuś to nie przeszkadzało to kupował podróbkę za 100 zł, której marność wykonania, zupełnie nie robiła na nim wrażenia. Ta słaba jakość, wpływała jednak na wizerunek całej firmy, mimo że przecież podróbki teoretycznie nie miały z samym Michael’em Kors’em za wiele wspólnego.

Nie czułam się „wyjątkowo” posiadając stosunkowo drogą ORYGINALNĄ torebkę, bo podobną miała prawie każda „koleżanka” – także ta, która ubrana w szeleszczące dresy, stała w bramie i piła piwo (nie to żebym coś do nich miała – bazuje na pewnym stereotypie, żeby lepiej zobrazować Wam sytuację). Kors stracił na ekskluzywności, za którą przecież ktoś, kiedyś zapłacił całkiem sporą sumę. Marka popełniła największy błąd marki sektora premium – stała się zbyt tania i dostępna.

*Nie zrozumcie mnie źle – ceny nadal były i są (także dla mnie) wysokie. Mówię o globalnym odbiorze i wizerunku.

Stałe klientki marki poczuły się oszukane. Sprzedaż zaczęła gwałtownie spadać, a Kors łapać się coraz dziwniejszych metod na pozostanie na rynku. Wyraźnie zmienił politykę i grupę targetową, do którego kierował swoje akcesoria. To nie tylko moje spostrzeżenia – to fakty i analizy, które mozna znaleźć w brandżowej prasie.

Co teraz?

Czy to znaczy, że Kors jest już passe? Czy nie korzystać z super przecen? Stare torby wyrzucić lub spalić na stosie modowych grzechów? Moja odpowiedź brzmi: absolutnie NIE! Rób dokładnie tak jak czujesz!

 

                              

Rozumiem także sytuacje, w których o czymś marzysz i bardzo długo dążysz do osiągnięcia tego celu. Często droga trwa tyle, że w międzyczasie okazuje się, że Twoje marzenie się przeterminowało – jesteś już inną osobą, masz inny gust, może pragniesz czegoś innego, a w kwestii mody – może coś przestało być już tym, czym było wcześniej. Przykłady? Długi czas planowałam kupić sobie osławiony półksiężyc od Zosi Chylak. Spodobał mi się od razu jak się pojawił, ale ciągle nie można było go dostać. Czekałam tak długo, aż w końcu torebki w tym kształcie zaczęły pojawiać się wszędzie. Mimo to zamówiłam oryginał i bardzo go lubię. Ja jestem zadowolona, a to jest chyba najważniejsze. Z drugiej strony kiedyś bardzo chciałam torbę Louis Vuitton – Neverfull – dziś jest już ich tyle, że mając na nią gotówkę wybrałabym jednak mniej spotykany model. Nie neguje jeśli komuś to nie przeszkadza.

Michael Kors robi nadal świetne rzeczy, szczególnie warto inwestować w jego ubrania lub sezonowe akcesoria, których nie dotknął opisany problem. Za marką stoi niewątpliwie dobra jakość – ja swoje torby nosiłam bardzo często, a ciągle wyglądają nieźle. 

Dokonuj decyzji świadomie i zdawaj sobie sprawę z zasad rynku. Czasami nie warto inwestować w pozorny luksus i lepiej wybrać poczciwą sieciówkę, w której także nie otrzymamy czegoś wyjątkowego, ale przynajmniej cena będzie bardziej adekwatna i nie poczujemy się oszukane.

To co spotkało dodatki Korsa to dokładnie cykl życia produktu w modzie. Czemu coś lubimy, nosimy a później nagle nam się nudzi? O tym także napiszę już niebawem.